Sunday, December 9, 2007

08.12.2007 - Philippines - Batad

6 godzinny spacerek po gorach...


... zeby zobaczyc cos takiego :)


Nasz przewodnik

Friday, December 7, 2007

07.12.2007 - Philippines - Banaue

9 godzin autobusem z DVD - film "Blades of Glory". O dwoch lyzwiarzach figurowych, pierwsza na swiecie para mezczyzn, ktora wystepuje w duecie... Brzmi zachecajaco, prawda?
Film glupi jak but, ale caly autobus tak sie smial, ze poplakalismy sie ze smiechu. Jeden z najlepszych smiechow w moim zyciu :) (filipinki sie strasznie glosno i slodko smialy).

Tarasy ryzowe Banaue. Osmy cud swiata. Schody do nieba...
Przejezdzamy pol swiata, zeby je zobaczyc, a tu chmury i deszcz :(



(wiem, ze zdjecia nie ostre, ale byly naprawde zle warunki atmosferyczne :) )

Thursday, December 6, 2007

06.12.2007 - Philippines - Manila

Manila - wielkie rozczarowanie! :( Miala byc piekna i nowoczesna metropolia jak Bangkok lub Kuala Lumpur. A tu: brudno, brzydko, korki, mnostwo podstarzalych bialych facetow.
Mieszkamy w "Manibi Pension", gdzie pokoje wynajmowane sa chyba na godziny. Nie spalismy jeszcze w takim miejscu, Przychodza tutaj stare dziadki z mlodymi filipinkami. A my siedzimy w recepcji na TV, pijemy whiskey i obczajamy. ;-)

05.12.2007 - Philippines - Manila

Wylaczyli nam slonce. Wlaczyli chmury i deszcz... I znalezlismy sie w centrum chaosu. Manila jest ogromna zatloczona i zakorkowana. Zbudowana jakby bez pomyslu. Niektore miejsca sprawiaja wrazenie jakby niedowno toczyly sie tam dzialania wojenne, tudziez mialo miejsce trzesienie ziemi. Takie troche smutne to miasto. Najwiekszy zabytek - fort - wyglada jak kupa kamieni.


Mnostwo biedy. Ludzie spia na ulicach, dzieci raczkujace po niby-chodnikach. Nie jest tak brudno jak w Indiach. Sylwia okreslila to jako "umiarkowanie brudno". Ale sa rynsztoki, karaluchy i syf...



Cudownie sie tutaj usmiechaja. Ludzie bardzo szybko odwzajemniaja usmiech i robi sie milutko. W ogole Filipinczycy sa najbardziej zadowolona z zycia nacja (tak pisza w madrych ksiazkach). Z czego oni sie tak ciesza? Moze 5 posilkow dziennie im pomaga?

Czy z malego rowerka dla dzieci, takiego BMX, mozna zrobic riksze na 2 pasazerow?


Czy ze starej blachy mozna wyklepac autobusik?


Pare ciekawostek:
- turysci tutaj to podstarzali dziadkowie uprawiajacy sex-turystyke, ktorzy dziwnie sie na nas patrza (nie mamy zdjec)
- o pociagach: nie ma czegos takiego jak rozklad jazdy. W dodatku pociag jezdzi tylko na poludnie...
- o autobusach: w 10 mln Manili nie ma dworca autobusowego. A kierowcy jezdza jak szaleni
- w McDonalds jest McSpaghetti ;) i ryz.
- karaoke 24h/dobe
- taksowkarz, ktory nas wiozl z lotniska mial kaluze w bagazniku. Pawnie padalo... :)
- WIZA: znowu nas naciagneli :( . Tym razem na o wiele wiecej! No normalnie paranoja... Az mnie krew zalala!


Podsumowujac (w skali 0/10):
- odpoczynek 1
- brud 8
- ludzie 9
- chaos 10
- dziewczyny (uroda) 4 - jakos malo jak na sex-turystyczne centrum
- hotel 2 (okreslenie Sylwii: "smierdzi starociem")

Tuesday, December 4, 2007

04.12.2007 - Thailand - Bangkok

Bangkok po raz trzeci. Niby duzo, ale wcale nie starczy...

Nowe doswiadczenia:

- Chiang Mai. Masaz tajski wykonywany przez niewidomych. Profeska. Ja sie czulem jakby mi odrywano miesnie od kosci - tak jak sie robi z udkiem kurczaka z rosolku. Sylwia miala podobnie, ale jej sie podobalo. Moze dlatego, ze jej masazystka pytala sie czy boli...




- W Bangkoku jest fajnie, bo mozna skrecic w brudna uliczke. Pozniej w ciemna, a pozniej w jeszcze brudniejsza. Po drodze przechodzi sie przez bazar, w ktorym zapachy ryb, miesa, krwi, owocow morza i wszystkiego innego co mozna sprzedac przyprawiaja o zawrot glowy - taki smrod, ale nie powalajacy.
No i tak spacerujac trafilismy nad rzeke. Malutki pomost. Oooo. Jedna ryba plywa. Druga! Piata... Wow! Ich byla ogromna lawica. Tak jakby wszystkie ryby z Tajladii (i Indii, bo tam by je zjedli) przyplynely pod ten pomost. I wszystkie o dlugosci przynajmniej 50 cm. Niektore prawie metrowe. W rzece, ktora wglada jak sciek.
Karmienie ryb. Pokarm od sprzedawcy. I kotlowanina ogromnych ryb w wodzie. Niektore wygladaly nawet jak biale rekiny (bylismy trzezwi!). Niesamowite. Naprawde mielismy zdziwione i radosne twarze...



Saturday, December 1, 2007

01.12.2007 - Thailand - Chiang Mai

15h pociagiem z Bangkoku na polnoc, do Chiang Mai. Najtansza klasa sypialna, lozka obok toalet, ale to i tak luksus i komforcik w porownaniu do tego co przezylismy w Indiach. Bilet tani z premedytacja - pociag jedzie dluzej, ale nie ma klimy - a wiele osob choruje po kilkunastogodzinnej podrozy klimatyzowanym pociagiem.

Chiang Mai. 300 swiatyn do zobaczenia. Ponoc najlepsze miejsce zeby smakowac "tajskosc". Duma narodowa Tajlandii. Spokoj, usmiechnieci ludzie, jedzenie, zapachy (o tym juz bylo), ... UROCZO! Jeden dzien spacerow, jeden dzien na wypozyczonym motorowerze (zabawa w policjantow). Targi, bazary, zabytki, boczne uliczki i nasze usmiechniete twarze. No normalnie nie ma o czym pisac...

Wspaniala wloska knajpa Da Stefano: spaghetti, grecka salatka, espresso i panna cotta. i pol litra czerwonego domowego wina, pod ktorego wplywem teraz pisze.










Zly policjant

... i grzeczny Pawel

Slodkosci

Pychotka




Krewetki. Ta ciemniejsza to niby tiger shrimp, pozostale to king shrimp. Nasze swojskie river shrimp wygladaly jak te "king" - no moze nie byly niebieskie na talerzach - bo tego to juz bylo za wiele. Prosze zwrocic uwage na roboto-szczypce...


Jutro do Bangkoku, a 5.12 rano lecimy na Filipiny :)

28.11.2007 - Thailand - Bangkok

Podrozowanie. Jestesmy w drodze juz ponad 5 tygodni. Troche przybrudzeni, zakurzeni (po Kambodzy), ale czujemy sie wspaniale. To wciaga. W dodatku wcale nie czujemy uplywajacego czasu. Jednego dnia padamy ze zmeczenia, a nastepnego wsiadamy w pociag, ktory jedzie 15h zeby pojechac gdzies tam na pare nocy... Czasem chce sie zostac dluzej, czasem ma sie dosc, teskni sie za wanna i twarozkiem z rzodkiewka.
Sylwia juz mi jeczy, kiedy pojedziemy w nastepna podroz. A to juz jest dowod, ze nam sie BARDZO podoba! :)